poniedziałek, 26 marca 2012

[ XXXII ]


Początek karteczkowej tajemnicy

[ Codzienność z niespodzianką ]

                Z każdym dniem słońce zaszczycało nas dłuższą obecnością. Po cichu liczyłam na malutkie ocieplenie klimatu. W końcu ileż można znosić to zimno. Dobrze, że w mieszkaniu ogrzewanie działało sprawnie. W klubie też nie miałam na co narzekać. Po zakończeniu sesji i zaliczeniu wszystkiego, moje występy były regularne. Dostałam wolne tylko w tygodniu po urodzinach Michała. Nie słysząc z jego ust żadnych przykrych słów, żyło się lżej, a siatkarz wyrastał w moich oczach na całkiem fajnego gościa. Co ja mówię! Czułam, że taki jest od dawna. Teraz po prostu czerpałam z jego optymizmu.
Jakoś tak od marca zauważyłam, że na widowni pojawia się stały klient. Zawsze w bluzie z kapturem siedział w tylnich rzędach. Ze sceny miałam dobry widok. Nie śmiałam pomyśleć, że to dla mnie przychodzi.
- Masz wielbiciela – szturchnęła mnie Kasia po wspólnym występie.
- Na razie nie wiem, czy się cieszyć, czy bać.
- Co ty?
- Wygląda podejrzanie. Nie chciałabym go spotkać na ulicy – zerknęłam w stronę wyjścia.
Postawna sylwetka zniknęła za drzwiami. Naprawdę zaczęłam się niepokoić. Nie wiadomo czego taki może chcieć. Jeszcze bardziej się przestraszyłam, gdy na moim miejscu w garderobie stał średniej wielkości karton. Dziwnym tropem powiązałam to z nieznajomym. Ostrożnie podeszłam do pakunku. W środku znalazłam tulipana, białą kartkę papieru i malutki bilecik.
- Będzie ciąg dalszy – przeczytałam u góry. Niżej znajdowała się jedna strofa wiersza. Pięknego…
Od mego serca do twego
droga jak listek długa,
a przecież budzi nas echo
grając w nas jak kukułka:
ciebie o słowo za późno,
mnie o pół nuty za wcześnie,
więc w twarz ci patrząc jak w lustro
podwojony sam sobie jestem

                Na temat adresata nie wymyśliłam kompletnie nic. Zero wskazówek. Mam nadzieję, że to nie skończy się dla mnie źle. Chciałabym zachować spokojny sen.

[ Próba cierpliwości. Brunet i Brunetka ]

                Czekała spokojnie na krzesełku. Obserwowała jak jej facet podpisuje wszystkie skrawki papieru podsuwane mu pod nos i pozuje do zdjęć. Ona już dawno posłałaby ich wszystkich do diabła. Zbyszek przecież też był wybuchowy i impulsywny, a jednak teraz nie okazywał irytacji. Justyna chwyciła się za szczękę ze współczuciem, bo od samego patrzenia ją bolała, a co dopiero od ciągłego uśmiechania. Flesz co chwila błyskał przy bandach reklamowych. Czy była zazdrosna? Chyba nie.
Zbyszek prawie w ogóle nie zwracał szczególnej uwagi na wygląd fanek. Po prostu nie było czasu na podnoszenie głowy. Gdy grali u siebie, to przeważała grupa fanów przyjezdnych. Większość kibiców Politechniki zdążył już obdarzyć autografami w tym sezonie. Każdy fan cieszył go tak samo. Nawet te piszczące z podekscytowania 13-latki. Śmiał się z nich w duchu, ale musiał przyznać, że widocznie coś w sobie ma. Nie zamierzał się tego wstydzić.
                Spojrzał na swoją dziewczynę, która dzielnie znosiła czas dla fanów. Zbyszek cieszył się, że podchodziła do tego z dystansem, a on dzięki temu wiedział, że nie przekracza dozwolonych granic. Na migi pokazał, że jeszcze 5 minut.
                W końcu świeży i pachnący pocałował Justynę w policzek.
                - Witam kochanie.
                - Tak, witaj. Gratuluję wygranej – uśmiechnęła się.
                - Miałem motywację, bo na trybunach siedziała taka śliczna brunetka, której chciałem zaimponować.
- A to faktycznie często gdzieś zerkałeś – udawała głupią.
- Bo pięknie wyglądasz – mruknął jej do ucha.
- Nie wymienisz mnie na młodszy model?
- Po co, skoro mam już jędrne, młode ciało u boku – szturchnął ją.
- Bajerant.
- Ale jaki kochany – wyszczerzył się przyjmujący.

[Niespodziewane kolekcjonerstwo Blondynki ]

                Siedziałam wgapiona w świstek papieru.
Wiewiórczy ogień mnie znaczył
i kropla żelaza lecąc
krzyżyk nad czołem jak dzwonek
wieszała, albo jak pieczęć,
abym dotknięty ogniem
dłonie zaciskał obie
jedną o młodość za późno,
drugą za wcześnie o wieczność.

                Tak, znowu czekała na mnie po występie, a tajemnicza postać zniknęła niedawno. Ten wiersz kojarzyłam z nią, bo kto inny mógł się bawić w takie rzeczy? Miałam mieszane uczucia. Wiersz oczywiście był bardzo piękny, ale nie wiedziałam, kto się może za tym kryć. Niewątpliwie trzymałam w rękach 2 zwrotkę i obawiałam się, że będą kolejne.
                Sama nie wiem czemu zabrałam to ze sobą do domu. Na lodówce przypięłam zwrotki magnesami i podziwiałam swoje dzieło. Chyba mnie wciągnęło.
             - Co tam masz? – wskazała ręką na karteczki Justyna.
- Jakieś wierszyki – udałam obojętną, nalewając sobie mleka do szklanki.
- Na pewno – zrobiła powątpiewającą minę.
- Spoko, jak ci przeszkadza to wezmę – podeszłam, ściągnęłam kawałki papieru i zaniosłam do pokoju. Tam też zostałam ze swoją szklanką.
- Mogę? – siostra zapukała do drzwi.
- Spóźnisz się na wykłady – przypomniałam.
- Ty też.
- Nie, ja będę miała L4 od psychiatry.
- Lecz się – usłyszałam jej nerwowy śmiech.
- Właśnie zamierzam.
   Położyłam się na łóżku. Nie wiem, co mnie tak przygnębiło. Chyba miałam dość zimy. Najwyższy czas na więcej słońca.
„Zbyszek, mógłbyś się zająć ładnie Justyną dzisiaj? Mam podły nastrój i nie chcę jej przygnębiać”
„A co się stało, Martusiu? Pewnie, wezmę ją do siebie”
„Nic. Tak jakoś. Dzięki, kochany z ciebie szwagier”
„Jusia chyba nie jest skora do małżeństwa. Przysłać ci Miśka? Na poprawę humoru jest świetny ;)”
„Zawsze możesz ją przekonać. Eee… Lepiej żeby mnie nie widział w takim stanie”
„Zależy ci na jego opinii? Uuu ;p Spoko, mówi, że chętnie wpadnie po treningu ;D”
„Zbigniew!!!”
„I tak mnie uwielbiasz ;p Panas wzywa, na razie :)”
Nic, tylko zabić gołymi rękami. On to zawsze musi coś nabroić. Jeszcze mi tu Kubiak potrzebny. Miałam mieć leniwy dzień a z facetem nad głową nie da rady. Westchnęłam do odbicia w lustrze.
- Będziesz się musiała ogarnąć kobieto.


[ Trening. Męskie sprawy ]

Politechnika zgromadziła się wokół trenera. Właśnie miał się zacząć jeden z treningów.
-Dzień dobry panowie. Jak nastroje?
- Bardzo dobrze. Niech trener wszystko sprawnie przeprowadzi, bo Miśkowi się spieszy – odparł wesoło Bartman.
- A gdzie? – ciekawił się Wierzbowski.
- Załatwiłem mu spotkanie z Martą.
- Zibi! – oburzył się szatyn.
- Uuu! – rozległo się po Sali.
- Koniec żartów, raz dwa. Biegniemy! – zaklaskał Panas.

- Musisz od razu wszystko paplać na forum? – mruknął Michał podczas rozciągania w parach.
- Przecież nic złego nie zrobiłem. Powiedziałem prawdę.
- Ale nie wszyscy muszą wiedzieć o tym, co robię popołudniami.
- Spokojnie, Misiek. Będzie dobrze – Zbyszek poklepał kumpla po ramieniu.
Kubiak przypomniał sobie wizytę Marty u niego. Powód nie był najszczęśliwszy, ale potem było miło. Pozwoliła się sobą zająć, zaopiekować. Może teraz będzie podobnie?
- Orientuj się – krzyknął jego przyjaciel.
Szatyn zdążył zobaczyć tylko lecącą w jego stronę piłkę. Potem leżał na ziemi, trzymając się za głowę.
- Może ty nie pakuj już więcej? – mruknął do bruneta.
- A ty nie odpływaj. Wszystko w porządku?
- Będę żył.
- Co tam się stało panowie? – usłyszeli głos Radka.
- Jeszcze mnie uszkodzisz i będę musiał spędzić wieczór z woreczkiem lodu  - skarcił przyjaciela.
- Marta pocałuje i się zagoi – wyszczerzył się Zbyszek.
- Nie bądź za mądry.


[ Odwiedziny. Blondynka i Szatyn ]

                Aż podskoczyłam na łóżku, gdy rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Nerwowo przeczesałam ręką włosy. Co ja wyprawiam? Może to listonosz?
                - Hej – uśmiechnięty siatkarz patrzył na mnie niepewnie.
                - Cześć. A jednak Zibi nie kłamał – odparłam, wpuszczając go do środka. – Myślałam, że żartował.
                - Nie chcę się wpraszać. Jak coś, to się zwijam i już mnie nie ma – zawahał się przy zdejmowaniu szalika.
                - Co ty, Michał. Nie wygonię cię. Herbaty na rozgrzanie?
- Raczej tak. Lepiej nic mocniejszego nie pić tak wcześnie – zaśmiał się.
- Nie wiem, czy mam coś nawet. Chyba i tak by trzeba było kupić. Jak tam chcesz – uśmiechnęłam się.
- Oj tam, żartowałem. Nie zaczynajmy od alkoholu.
- Chyba początek znajomości mamy już dawno za sobą – mruknęłam z lekkim rumieńcem.
- Jak najbardziej. Byłem tu chyba tylko 2 razy – zaczął się zastanawiać.
- Do trzech razy sztuka – postawiłam przed nim parujący kubek.
- Mówisz, że ta wizyta będzie najlepsza?
- Zobaczymy – wytrzymałam jego spojrzenie.
Lubiłam, gdy się uśmiechał. Miał wtedy taki uroczy wyraz twarzy. W dodatku to zerkanie znad okularów. Chyba chciał zostać mistrzem min.
- To co? Film? – spytał rozsiadłszy się na sofie.
- Chyba lepiej z komputera, bo w telewizji nie leci nic interesującego.
- Dobrze, ale mogę wybrać?
- Spoko. Nie licz, że się przestraszę na horrorze, bo ja lubię takie klimaty – uprzedziłam z satysfakcją.
- I na starcie zepsułaś mój plan – udał zmartwienie. – Lepiej obejrzyjmy coś, żeby się pośmiać.
Skończyło się na tym, że śmiałam się jak głupia przez pół filmu. Zupełnie się nie krępowałam przy siatkarzu i wiem jaki to mogło mieć efekt.
- Przepraszam, Michał. Wiem, jak brzmi mój śmiech.
- Jak najbardziej naturalnie – rozwiał mój wstyd. – I uroczo.
- Chciałbyś coś zjeść? – podniosłam się z kanapy, by ukryć moje rumieńce.
- Proponujesz obiad?
- Tak. Przepraszam, że nie pomyślałam o tym wcześniej. Przecież ty masz jeszcze drugi trening.
- Mamy jeszcze czas – zapewnił przyjmujący. -  A gdzie Justyna?
- U Zbyszka, czyli u was – zaśmiałam się. – Prosiłam go, żeby zapewnił jej dzisiaj towarzystwo, a on od razu zaanonsował ciebie.
- Czyli przybyłem w postaci lekarstwa?  - stanął w drzwiach od kuchni. – I jak działam?
Zastygłam w miejscu na dwie sekundy, po czym powróciłam do obierania ziemniaków.
- Skoro nie wypłakałam wagonu chusteczek i nic nie potłukłam to chyba dobrze – podsumowałam.
- W takim razie, lepiej cię wyręczę i wyjmę ostre narzędzie z dłoni - dotknął mojej ręki.
Przeszedł mnie dreszcz wzdłuż górnej kończyny. Spojrzałam pod górę i napotkałam zatroskany wzrok Kubiaka. Ostrożnie odebrał mi nóż i zajął moje miejsce.
- Nie wygłupiaj się, przecież ty nie umiesz… - zaczęłam.
Otrzymałam powątpiewające spojrzenie znad okularów i tyle miałam do gadania.
- Bez obaw, kwadraty mi nie wyjdą – wyszczerzył się.
Tak oto przyjmujący Politechniki Warszawskiej robił ze mną obiad i wychodziło mu to co najmniej sprawnie. Ziemniaki – 0,40 zł, mięso – 7,50 zł, surówka – 5 zł, wyraz satysfakcji na jego twarzy podczas konsumpcji – bezcenny. To tak w skrócie.
- Przyjechałeś prosto z hali do mnie, czy zahaczyłeś o dom? – spytałam, patrząc na zmywającego Michała.
Tak, to też musiał za mnie zrobić. Nie, nie patrzyłam na jego tyłek. No może troszkę.
- Nie, wszystko mam przy sobie. Starczy, że wyjadę 15 minut przed.
- Dzięki za poprawę nastroju. Nikogo nie zabiłam, więc tak jakby ocaliłeś komuś życie.
- Nie jesteś aż taka zła – zaśmiał się, wycierając dłonie w ręcznik.
- Yhy.
- To mogę być spokojny już o ciebie do końca dnia? – usiadł naprzeciwko mnie.
- Z pewnością. Zła fala minęła – zapewniłam.
Zerknęłam na jego dłonie na blacie stołu. Palec wskazujący miał owinięty plastrem. Szatyn zauważył to i uniósł kącik ust do góry.
- Największym mistrzom się zdarza, prawda?
- Absolutnie – pokiwałam głową, ale nie wytrzymałam zbyt długo i parsknęłam śmiechem.
- Bardzo śmieszne.
- A co powiesz kolegom, gdy spytają? – przyjrzałam mu się uważnie.
- Prawdę, że mnie zaatakowałaś – odparł całkiem poważnie.
- Bo ci uwierzą. Taka agresywna nie jestem.
- W łóżku też nie? – palnął bez namysłu.
- Nie, raczej nie – roześmiałam się szczerze.
- To ja już się bardziej nie narażam i będę się zbierał.
- Przecież nic ci nie zrobię – pocieszyłam go.
- Ale Radek już tak – uśmiechnął się, ubierając kurtkę.
- Fakt. Także jeszcze raz wielkie dzięki – podskoczyłam i cmoknęłam go w policzek.
Spojrzał na mnie zaskoczony, chwycił torbę w rękę i nacisnął na klamkę. W ostatniej chwili odwrócił się i musnął moje usta.
- Do zobaczenia.
Nic nie powiedziała, a może nie byłam w stanie. W każdym bądź razie Kubiak nieźle sobie pogrywał. Co ja mogłam poradzić?


[ Zastępstwo. Brunet i Brunetka ]

                Tak jak obiecał Marcie, zajął się Justyną. Z początku zdziwiona brunetka dała się przekonać na spędzenie czasu z siatkarzem. Wiedziała, że po nim może spodziewać się wielu rzeczy.
                - I co, nie było źle, prawda? – Zbyszek objął dziewczynę ramieniem.
- Czy ja coś mówiłam? W końcu jestem już z tobą trochę – uśmiechnęła się.
- Dziękuję ci bardzo kochanie – ucałował jej czoło.
- Za co?
- Za brak samotności. A pomyśleć, że najpierw tylko udawaliśmy
- Widocznie spodobała mi się ta rola u twojego boku – wtuliła się w zagłębienie szyi przyjmującego.
- Schlebiasz mi.
Oboje spojrzeli w kierunku drzwi, gdy rozległ się odgłos przekręcanego zamka.
- O, hej – przywitał się z parą szatyn.
- Ty dopiero teraz? Co się dzieje, byłeś taki tajemniczy na drugim treningu – odezwała się Jusia.
- Bo wcześniej był u Marty. Chyba jeszcze nie ochłonął – zaśmiał się Zibi.
- Bartman, uważaj na słowa. Już dość wypaplałeś na treningu. Justyno, twój facet potrafi być strasznie upierdliwy – skomentował Kubiak i poszedł do siebie.
- Dobrze na siebie wpływają, nie sądzisz? – uśmiechnęli się do siebie brunet z brunetką.

____________________________________________

Witam wieczorową porą :)
Chyba przyjemny odcinek, nieprawdaż? :D
A przyjemny dla oka wygląd zawdzięczam uprzejmości Rated :*
No i Słonecznikowi mojemu, który mi ją polecił :*

A jak wam się podoba wierszyk?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz