czwartek, 8 marca 2012

[ XXXI ]


Nie chcieli być niegrzeczni

[ Na ostatnią chwilę ]
- Kochanie, mogłabyś sprawniej? Spóźnimy się – ponaglał brunet w przedpokoju.
- Powiedziałeś, że mam ładnie wyglądać, to się starałam. Dowiem się wreszcie, co to za ważna okazja?
- Porozmawiamy w samochodzie.
Zbyszek ruszył z piskiem opon, zaraz gdy wsiedli. Jakby to wyglądało, gdyby spóźnił się na urodziny własnego przyjaciela.
- Powiem ci, ale nie będziesz zła? – kątem oka zerknął na dziewczynę.
- Dawaj.
- Jedziemy na urodziny Miśka do „Free Butterfly”.
- Coo? Przecież tam ktoś wyprawia urodziny, Marta śpiewa… - trajkotała, by po chwili zamilknąć. – Matko! Ona występuje dla Michała prawda?
- Właśnie tak. Pomyślałem, że gdyby wiedziała, to by nie wystąpiła. Tym tropem wołałem również tobie nie mówić. Przepraszam – dodał skruszony.
- Aha, aha. Może bym jej nie powiedziała, ale cóż… Już po wszystkim, więc się nie przejmuj. Nie wyślę jej sms – zażartowała Justyna.
- Może się już zorientowała – zamyślił się siatkarz.
- Spokojnie, będzie dobrze – położyła dłoń na jego ramieniu, a on delikatnie się uśmiechnął.

[ Prezent dla jubilata ]
[klik]
                Jak oni mogli mi to zrobić? No ja się pytam! Doskonale znałam większość zgromadzonych gości. Twarze siatkarskiego świata. Ciekawe, która morda zgotowała mi ten los? Zobaczyłam wchodzącą do lokalu parę i wszystko było już jasne. Spojrzałam jeszcze raz na zdezorientowanego Michała i obudziła się we mnie lekko wredna dziewczyna.
- Kasia! Szybko. Zmiana planów. Drugi numer w czarno - czerwonym komplecie z twojego występu – rzuciłam przed wyjściem na scenę do koleżanki.
- Co?! Przecież to jest… Zdziwię się, jeśli to wytrzyma – odparła.
- Życz mi powodzenia.
                Stanęłam tuż za zasuniętą jeszcze kurtyną. Wszystko miało się rozpocząć za kilka sekund wraz z pierwszymi taktami melodii. Widziałam zdziwienie na twarzy Michała i chciałam to wykorzystać. W końcu nie tylko on potrafi robić wrażenie. Powolnym krokiem zmierzałam w jego kierunku. Materiał długiej czerwonej sukni owijał się wokół moich nóg.
- Zostań, proszę cię. Tak długo szłam, zmęczyłam się – zaczęłam śpiewać ze wzrokiem utkwionym w solenizancie.
Chciał chyba wstać, ale przytrzymałam go za ramię. Nikt nie będzie zwiewał z mojego występu. Patrzył na mnie takimi dziwnymi oczami. Nie widziałam dotąd takich u niego. Przysunęłam sobie krzesło, by usiąść obok siatkarza, cały czas śpiewając.
- Święta chwila ta niechaj święci się. Święta moja łza na koszuli twej – pogładziłam kołnierzyk szatyna.
Chwycił moją dłoń, ale nieznacznie pokręciłam głową. To nie był czas na dotykanie.
- Święta zwykłość dnia, bo znalazłam cię – zaśpiewałam mu do ucha ostatni wers i odeszłam powolnym krokiem, tak jak tu przyszłam.
Stosowne oklaski przekonały nie, że wywarłam właściwą reakcję.
                Tak jak było umówione, potem odbył się toast szampanem i gromkie sto lat. Ja miałam czas na przebranie. Uśmiechnęłam się do siebie pod nosem. Byłam Zdeterminowana dać z siebie wszystko. Skoro już nadarzyła się taka okazja, żeby sprowokować Kubiaka, to trzeba ją było wykorzystać. Wychodził ze mnie chochlik. Usłyszałam głos Zbyszka podczas jego przemówienia. To właśnie on zapowiedział mój drugi popis. Sam brunet wybrał tą piosenkę, więc chyba liczył na coś ostrego.
[ klik ]
                W rytm pierwszych taktów wmaszerowałam na scenę, zatrzymując się tuż przy mikrofonie na stojaku.
- Nie chciałabym być niegrzeczna – odsłoniłam nogę w rozporku spódniczki.
Zachowywałam się tak, jakby był tu tylko Michał. Zmysłowym krokiem podeszłam do szatyna z jednoznacznym tekstem piosenki na ustach. Będąc tuż przed nim, szarpnęłam za materiał i zostałam w czarnym gorsecie, majtkach i pończochach.
- Mogę zdradzić ci sekret. Zmiękną ci nogi, zapamiętasz tę noc – usadowiłam się na jego kolanach.
Na Sali rozległy się pojedyncze gwizdy. Czułam, jak Kubiakowi przyspieszyło serce. Patrzył na mnie i nie dowierzał, a ja starałam się być uwodzicielska. Poczułam, że przyjmującemu włączyły się „lepkie łapki”, gdyż próbował mnie dotykać. Zaśmiałam się w duchu z jego rozproszonego wzroku.
- Chodźmy stąd. Nie mów nic i zatrzaśnij drzwi – wyśpiewał mi do ucha męską partię.
Poczułam ciepło na szyi i policzku. Czyli jednak wybór nie był przypadkowy. Siatkarza dobrze znał tą piosenkę, bo nadążał za raperem.
- Jeśli chciałabyś być niegrzeczna, poprowadź między uda swoją dłonią moją dłoń – patrząc na mnie z satysfakcją, gładził moje owe uda od wewnątrz.
Zadrżałam. Nie mogłam pozwolić, żeby przejął kontrolę. Rozkręcił się, ale trzeba było go przystopować. Inaczej skończyłoby się to stosunkiem z widownią.
- To tylko flirt, a flirt to nie zdrada – zanuciłam blisko twarzy Michała.
Wstałam niechętnie z bardzo wygodnego miejsca, by powrócić do stojaka. Misiek chciał mnie zatrzymać, ale nie dałam się. Wiem, że się podniecił, bo mogłam to wyczuć i domyśliłam się, na co miał ochotę. Wyeksponowałam swoje ciało, nic więcej. Koledzy powstrzymali go przed pobiegnięciem za mną.

[ Widownia pod wrażeniem ]
                Wszyscy podążyli wzrokiem za blondynką. W tym momencie każdy mu zazdrościł. Nie znali Marty od takiej strony.
- Już ci stanął? – Jusia szturchnęła swojego chłopaka.
- C-co? – wyrwał się z transu brunet.
- Oj Bartman. Trochę kobiecego ciała i głupiejesz – zaśmiała się.
- Chyba wiem, co sobie na urodziny zażyczę – wyszczerzył się.
- Tak, poproś Martusię, Martusia ci zatańczy.
- Nie ironizuj. Ja zamawiam prywatny występ w sypialni w wykonaniu Jusi.
- Głupek!
- Inaczej mi w nocy mówisz – uśmiech satysfakcji zdobił jego twarz.
- I pomyśleć, że tak działa na ciebie moja siostra – brunetka pokręciła głową.
- Misiek by ją teraz chyba najchętniej dopadł i wy… korzystał.
- Od razu oboje by zdrowsi byli – zaśmiali się razem.

[ Śmiałość solenizanta ]
                Skoro go wtedy powstrzymali, to teraz spróbował na spokojnie. W końcu musiał zdążyć, zanim mu ucieknie.
- Czy to tutaj jest zdolna Marta? – zapukał do drzwi.
- Czego chcesz? Przebieram się.
- Przyszedłem podziękować i wyrazić podziw. Jak dla mnie to nie musisz się przebierać, dobrze wyglądałaś – zaśmiał się.
- Zboczeniec i tyle.
- Nie moja wina, ze mnie rozpaliłaś. Wpuść mnie, przecież faceta się nie zostawia w takim stanie! Tancereczko, proszę.
- Zadowolony? – drzwi stanęły otworem, a w nich blondynka.
- Lubię to – chłopak wtargnął do środka i przyciągnął Martę do siebie.
- Co ty wyprawiasz? – krzyknęła.
- Chcę być niegrzeczny razem z tobą – sparafrazował.
- Chyba sobie żartujesz!
- Jakiś prezent mi się należy. Tak w ogóle, zostajesz?
- Taa… Nie, ja tylko występowałam – odpowiedziała, zbierając swoje rzeczy.
- Ej! Zostań koniecznie. Będziemy się razem bawić – zachęcał.
- Nie będę się wpraszać – spojrzała na niego poważnie. – A teraz wyjdź, bo chcę to zdjąć.
- Jesteś moim najlepszym prezentem. Szkoda, że nie chcesz… - zaczął.
- Ani słowa! Uwierz, że gdybym wiedziała dla kogo, to bym się mniej starała.
- A prezent for me? – chciał ją złapać na słodkie oczka.
- Masz i nie marudź – pchnęła go na drzwi i przyssała się do siatkarskich ust.
Całowali się gwałtownie, zachłannie, jakby chcieli się połknąć. Wtargnęła językiem między jego wargi, a on to odwzajemnił. Prawdziwy odlot.
- Może być? – spytała oniemiałego siatkarza.
- Musisz być boska w łóżku – skwitował jedynie.

[ Wrażenia ogólne ]
                Już którąś godzinę spędziłam w klubie. Wszyscy starali się, żebym za długo nie siedziała. Zwłaszcza Michał, który co chwilę porywał mnie na parkiet albo robił odbijanego.
- Sorry Zibi – rzucił w stronę bruneta, a ja znów wylądowałam w ramionach Kubiaka.
- Przecież tu tyle kobiet, nie rób im przykrości – szepnęłam.
- Z tymi, co lubię, to zatańczyłem – wyznał szczerze. – Poza tym żadna nie jest tobą. Dalej mam na ciebie ochotę.
- Piłeś dużo?
- Nie, bez przesady. Katujesz mnie, gdy wyglądasz tak ponętnie, a ja nie mogę z tego uroku korzystać – wyrzucił z siebie.
- Podnosisz mi ciśnienie – klapnęłam na krzesło przy barze.
- Żebyś tylko wiedziała, jak ty mi. Na dzisiaj jestem wrakiem.
- Czyli i tak, nic by z tego nie wyszło – odparłam złośliwie.
- Nie w tym sensie! Przecież ja każdej sprostam.
- To może idź do innej, skoro ci bez różnicy – odwróciłam się do niego tyłem i oparłam łokcie na barze.
- Martuś – przytulił się do moich pleców.
- No co? Jeśli cały wieczór będziesz mnie namawiał na seks, to żałuję, że zostałam.
- Ej – zrobił smutną minę i usiadł obok.
Spojrzałam na niego. Michał przybrał zamyśloną pozę i poważną minę. W jego przypadku, to nie lada wyczyn.
- Wiesz, inne bardzo chętnie ci się oddają, skoro poszukujesz jakiejś do łóżka. Każdy facet ma swoje potrzeby – stwierdziłam.
- Przepraszam. Nie chciałem, żebyś o mnie w ten sposób pomyślała. Po prostu jesteś dzisiaj taka seksowna – uśmiechnął się rozbrajająco.
- Ech ty – szturchnęłam siatkarza w bok. – Nie zmyślaj mi tu. Widziałeś 10 razy lepsze dziewczyny.
- jak dla kogo lepsze – objął mnie w talii. – Nie kłóćmy się dzisiaj już więcej. Przecież uwielbiam cię taką, jaka jesteś.
- Uwielbiasz? Ktoś ci mówił, że potrafisz poprawić humor?
- Tak, kochanie – obdarzył mnie buziakiem w policzek. – Jak chcę, to potrafię być miły.
- Niech ci będzie.
- To bawimy się dalej – przyjmujący poprowadził mnie znów na parkiet.
- Ale mogę ci dogryzać? – spojrzałam z nadzieją.
- Oj Martuś – westchnął teatralnie.

[ Ciekawa propozycja ]
                Jakimś dziwnym cudem, rano czułam się wyśmienicie, pomijając kilka pęcherzy na nogach. Do domu dotarłam razem z siostrą. Podrzucił nas romance. Właściwie to Damian, prowadzący samochód Zbyszka. Ponowie nie byli w stanie ustać na nogach.
                Za to Michał skupił się na klejeniu do mnie. Ułożył głowę na moim ramieniu i objął w pasie. Oddechem drażnił mój kark.
- Łaskocze – szepnęłam.
- Ale mi jest tak dobrze – poczułam, że się uśmiecha.
- Michaś…
- Mów mi tak, mów mi tak, kochanie – wymruczał, bawiąc się moimi włosami.
- Rozmawialiśmy już o tym… - zaczęłam, ale szatyn przyłożył mi palec do ust.
- Cii. Przecież mnie uwielbiasz – jego usta zostawiły mokry ślad na mojej szyi.
Zaśmiałam się trochę nerwowo, zerkając na Justynę siedzącą obok. Ta przesłała mi tylko cwany uśmiech.
                Kołnierz mojej kurtki pachniał Nim. Nie omieszkałam tego sprawdzić tuż po przebudzeniu. Nucąc pod nosem ulubioną piosenkę, uraczyłam Jusię śniadaniem i to do łóżka.
- Widzę, że jednak to był dobry pomysł – skomentowała moje zachowanie.
- Wiedziałaś? – spytałam głupio, jakby to nie było oczywiste.
- Sorry, ale Zibi powiedział mi 10 minut przed wyjazdem – brunetka zrobiła bezradną minę.
- A to małpa jedna. Wykombinował to sobie nieźle…
- Pyszne śniadanko. Dziękuję kochanie – cmoknęła mnie w policzek.
Rozległ się sygnał SMS.
 - Pewnie twój rycerz – zaśmiała się.
Cóż, jednak trafiła w 10.
„Dzień dobry, Martuś. Słoneczko już wstało, więc ty też powinnaś. Zgadnij, kto mi się śnił :)”
Uśmiechnęłam się szeroko do telefonu.
- On jest niemożliwy.
- Ba, taki już urok Michała - odparła Jusia wyraźnie zadowolona z takiego obrotu sprawy.
„Dzień dobry. Ja już po śniadaniu. Siostrę tez nakarmiłam. Nie wiem, Kimberly Glass?”
„Ooo, a Misia też nakarmisz? Bo mi w brzuchu burczy. A gdzie tam ona, moja nowa kobieta marzeń.”
„Tak, oczywiście. Akcja: Dokarmiajcie niedźwiedzie zimą. Nowa? Chyba nie Zbyszek ;p”
„Widzisz, jak dobrze brzmi. Eej, bez takich. Śniła mi się moja urodzinowa niespodzianka ^^”
„ Strasznie. Aaa, nie wpadłabym na to. I niby o mnie marzysz? Co w tym śnie było ciekawego?”
„Non stop mam cię przed oczami. Ja, ty i twoja garderoba ^^ było gorąco”
„Jakieś zboczone masz te sny. Głodnemu chleb na myśli ;p”

_______________________________________

A macie ;) na Dzień Kobiet, taki milutki, prawda? :)
To moje kochane czytelniczki, wszystkiego najwspanialszego ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz